Witam
Pewno niektórzy z Was już to wiedzą, ale napiszę jeszcze tak dobrą wiadomość:
Fundacja Legendy Lotnictwa jest w takcie budowy latającej repliki samolotu myśliwskiego PZL P.11c.
Co więcej, ostatnie niusy donoszą o tym, że maja to być aż TRZY samoloty, nie jeden!
W związku z tym na sieci trwa konkurs na malowanie owej repliki.
Biorę czynny udział w tym konkursie, proponując malowanie samolotu ze
142 eskadry (Dzikie kaczki), maszyna pana Stanisława Skalskiego, numer
boczny 64.
Moja prośba:
Jeżeli masz konto na FB, proszę o zagłosowanie na mnie (opcja 6):
https://www.facebook.com/questions/377203085698615/
Z góry dziękuję!
Jest to dziennik z okresu września 1939 roku, na podstawie zapisków pilotów, którzy latali na maszynach Łoś na polskim niebie.
Witam serdecznie na koncie najlepszego samolotu bojowego września 1939.
czwartek, 22 listopada 2012
niedziela, 11 marca 2012
Makieta Łosia z Mielca
Jak pewnie już i tak wszyscy wiedzą, ale wstawiam najlepszy wątek jaki o tym znalazłem:
http://92.60.132.84/~apacz/smf/index.php/topic,14682.60.html
Generalnie jest niby ok, ale chłopaki mają parę wpadek, szczerze mówiąc nie rozumiem czemu te wpadki się pojawiły.
http://92.60.132.84/~apacz/smf/index.php/topic,14682.60.html
Generalnie jest niby ok, ale chłopaki mają parę wpadek, szczerze mówiąc nie rozumiem czemu te wpadki się pojawiły.
sobota, 18 września 2010
18 Września + podsumoawnie działań we wrześniu 39
Pomimo niejednoznacznego rozkazu Naczelnego Wodza oddziały Wojska Polskiego, atakowane przez przeważające liczebnie wojska Armii Czerwonej, nawiązywały walki. Do historii przeszła bohaterska obrona Grodna, gdzie resztki polskich oddziałów, wspierane przez harcerzy stawiły dwudniowy opór czołgom sowieckim, jak również obrona Lwowa od 12 do 22 września – przeciw Niemcom, od 18 września równocześnie przeciw Sowietom.
Nadal broniła się Warszawa, Modlin i Hel. Nadal resztki armii Poznań i Pomorze przebijały się przez kleszcze wroga. Armie Kraków i Lublin szukały wyłomu w rejonie Tomaszowa Lubelskiego.
Zdołano ewakuować do Rumunii 30 000 żołnierzy, na Węgry 40 000 (w tym m.in. brygadę zmotoryzowaną, batalion saperów kolejowych, oraz batalion policyjny "Golędzinów").
Dywizjon „Sęp”
Tego dnia wszystkie osiem maszyn było już w Rumunii. Rzut kołowy opuścił Polską granicę w nocy z 18 na 19 września koło Kołomyi. Nie całemu personelowi się udało, część trafiła do niewoli.
Dywizjon „Jastrząb”
Dziesięć samolotów na stanie. Wczesnym rankiem na lotnisko XV Dywizjonu przybył szef mechaników 16. Eskadry, st. majster Wacław Oyrzanowski, z pisemnym rozkazem gen. Ujejskiego nakazującym przerzut samolotów do Rumunii.
Około 8:00 5 dziewięć Łosi rozpoczęło start do Czerniowiec na resztkach benzyny. Po 8:30 maszyny osiągnęły granice rumuńską. Łosie były przeładowane ponad normę. Na pokładach oprócz załóg znajdowali się także mechanicy, w samolotach było nawet po 6 osób!
Ppor. Bernas:
„Rozkaz nie wywołał dyskusji. Było to logiczne i nieubłagane zakończenie całej tej nieszczęśliwej dla nas wojny. Przeczuwaliśmy to od chwili wkroczenia bolszewików w granice Polski. Cóż miało tu do roboty lotnictwo ze swym cennym sprzętem, ale bez bazy, bez zaopatrzenia, bez amunicji. Wszystko zostało na terenach zajętych przez Niemców.
Uczepiliśmy się nadziei, którą wyczytaliśmy w rozkazie: 'w celu reorganizacji'. Może nie jest tak źle. Może będziemy dalej walczyć, przecież przelatujemy granicę państwa sprzymierzonego, które zobowiązane jest udzielić nam pomocy. Przecież w Rumunii powinny już być obiecane angielskie i francuskie maszyny, po odbiór których już na parę tygodni przed wojną wyjechali nasi specjaliści. Trzeba mieć przecież do kogoś zaufanie na tym świecie, na czymś się oprzeć.
W maszynie oprócz mnie jeszcze pięciu ludzi, jak we wszystkich pozostałych. Nie chcieliśmy pozostawić mechaników na łaskę losu. Chmury — niskie, poniżej 100 m, a miejscami czepiają się wierzchołków łagodnych wzniesień. Jest tor. Z prawej i lewej ciągną kluczami Karasie, R-y, RWD-13, RWD-8. Wszystko to sprawia wrażenie ucieczki zwierzyny z płonącego lasu.
Polską miejscowość Śniatyń przelatuję na 200 metrach. Przy pomalowanym na biało-czerwono szlabanie kolejowym długi sznur samochodów wojskowych obładowanych wojskiem, bagażami, kobietami i dziećmi.”
Tak odleciała z Polski ostatnia zwarta polska powietrzna jednostka bojowa…
Dywizjon ćwiczebny
Rozkazy ewakuacji nie dotarły prawdopodobnie do wszystkich Łosi bazy Małaszewicze, których około dziesięciu pozostawało jeszcze tego dnia rano na lotniskach zapasowych w rejonie Pińska i w Małopolsce Wschodniej; prawdopodobnie tylko sześć z nich przedostało się do Rumunii.
Około 20 Łosi znajdujących się w Czerniowcach Rumuni zatankowali wieczorem niewielką ilością paliwa, w ramach przygotowań do przelotu na lotnisko Jassy
Dowództwo Brygady Bombowej z płk. Hellerem na czele po krótkim nocnym wypoczynku w Kossowie wyruszyło o godzinie 8.00 drogą na Kuty w kierunku granicy rumuńskiej, którą przekroczyło o godzinie 13.00.
piątek, 17 września 2010
17 Września
Na nasze wschodnie rubieże spadło uderzenie Armii Czerwonej w sile sześciu armii liczących 600-650 tysięcy żołnierzy i ponad 5000 czołgów, podzielonych na dwa Fronty: Białoruski i Ukraiński. Władze sowieckie wypełniły w ten sposób ustalenia tajnego protokołu dodatkowego do paktu Ribbentrop-Mołotow.
Marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał 17 września w Kutach tzw. dyrektywę ogólną treści: Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii.
Dywizjon „Sęp”
Stan: sześć maszyn zdolnych do działań.
X Dywizjon otrzymał dwukrotnie zmieniany rozkaz przejścia na nowe lotnisko (najpierw do Złoczowa, później do Worony).
Dowódca nowo przydzielonego plutonu łącznikowego ppor. rez. Wiktor Pełka z ppor. pil. Władysławem Kramarzem na RWD-8 otrzymali zadanie odnalezienia nowego lotniska pod Buczaczem. W trakcie wykonywania zadania dostrzegli jedną z wkraczających do Polski kolumn Armii Czerwonej i wylądowali przy niej, aby ustalić zamiary Rosjan. Ppor. Kramarz, który wyszedł z kabiny RWD, został przez żołnierzy napastniczej armii zatrzymany, a ppor. Pełka, pomimo ostrzelania z broni piechoty, zdołał wystartować, ocalając w ten sposób życie. Po powrocie do Gwoźdźca zameldował o wypadku ppłk. Werakso.
Późnym popołudniem, zanim dyon opuścił Gwoździec Stary, ppłk Werakso otrzymał samolotem łącznikowym pisemny rozkaz gen. Ujejskiego natychmiastowej ewakuacji dyonu do Czerniowiec w Rumunii. Rozkaz ten został wykonany między godziną 17.30 a 18.00
Do Rumunii przeleciało osiem Łosi X Dywizjonu, a jeden bombowiec — niezdolny do lotu — został spalony przed odejściem z Gwoźdźca. Przed odlotem do Rumunii X Dywizjon musiał pozostawić w Gwoźdźcu dwa lub trzy samoloty.
Rzut kołowy X Dywizjonu przemieszczał się z Łucka do Krzemieńca. Następnie, po osiągnięciu Wiśniowca, został zatrzymany i zawrócony z powrotem do Krzemieńca. Z tej miejscowości przez Radziwiłłów, Brody i Stanisławów dotarł do Kołomyji. W pobliżu dworca kolejowego w Kołomyji został ostrzelany przez Rosjan. Stracił pięciu ludzi i jeden samochód, lecz zdołał wycofać się w kierunku granicy rumuńskiej. W nocy z 18 na 19 września w Kutach przeszedł na terytorium Rumunii.
Dywizjon „Jastrząb"
Dziewięć maszyn zdolnych do walki.
Dowódca XV Dywizjonu kpt. Cwynar rankiem 17 września zauważył ze zdziwieniem dwa klucze myśliwców 1-16 latające w pobliżu lotniska (samoloty sowieckie!). Otrzymał rozkaz natychmiastowego przesunięcia XV Dywizjonu na południowy brzeg Dniestru.
Łosie były gotowe są do odlotu, sąsiednia łąka została zbombardowana przez radzieckie bombowce dwusilnikowe, a wysłany na rozpoznanie PWS-26 stwierdził obecność obcych wojsk 8 km na wschód od lotniska.
Cwynar zarządził natychmiastowy start na rozpoznane lotnisko Bohorodyczyn koło Obertyna. Łoś kpt. Dwie maszyny musiały zostać na lotnisku, zniszczono je.
Ppor. Bernas z 16. Eskadry:
„Prawie o zmroku, po otrzymaniu rozkazów, startujemy na nowe lotnisko w Bohorodyczynie pod Stanisławowem. Lecimy tuż nad wzgórzami. Gdy wylądowaliśmy, miejscowa ludność — paręset osób — wyszła tłumnie na pole. Chętnie pomogła przy maskowaniu maszyn. Przyjmują nas w miejscowej szkole bardzo gościnnie. Jest wszystko, czego dusza zapragnie. Ponury nastrój prysł w tej serdeczności".
Tuż po starcie dziewięciu Łosi XV Dywizjonu do Buczacza przyleciał por. Grzeszczak na RWD-8 z rozkazem gen. Ujejskiego, żądającym ewakuacji samolotów do Rumunii.
Tak więc tego dnia dywizjony Łosi — na nieodpowiednich lotniskach, bez zapasów paliwa i bomb oraz bez obsługi — nie wykonały żadnych zadań bojowych.
Dywizjon doświadczalny ITL
Rozkaz ewakuacji do Rumunii objął także trzy Łosie Samodzielnego Dyonu Doświadczalnego ITL znajdującego się w Czortkowie. Rankiem 17 września lądowisko w Czortkowie zostało zbombardowane i ostrzelane przez rosyjskie bombowce, ale żaden z Łosi przy tym nie ucierpiał. Wkrótce potem, po otrzymaniu wiadomości o podejściu do miasta kolumny pancernej nieprzyjaciela, rozpoczęła się ewakuacja. Pod ogniem rosyjskich czołgów zdołały wystartować dwa samoloty. Ostatni, trzeci samolot, najprawdopodobniej nie obsadzony jeszcze przez załogę, został trafiony przez rosyjski czołg i spłonął na lotnisku.
Jeden z pilotów doświadczalnych ITL, kpr. Leon Mukowoz, został zatrzymany wcześniej w Żabczycach. 17 września rano wystartował on w celu dołączenia do swej jednostki w Czortkowie. W załodze Łosia znd\zi-li się ponadto plut. mech. Korczowski, kpr. Martin i nieznany sierżant. Samolot został ostrzelany przez oddziały rosyjskie i z powodu uszkodzeń oraz kończącego się paliwa wylądował przymusowo w polu pod Beresteczkiem. W notatkach pilota znalazła się informacja, że wylądował z ofiarami na pokładzie; szczegóły nie są znane. Następnie, prawdopodobnie po udzieleniu pomocy rannym członkom załogi (pochowaniu poległych?), Mukowoz z plut. Korczowskim wystartowali ponownie, lecz po dziesięciominutowym locie musiał wylądować w pobliżu majątku Peremyl nad Styrem z powodu awarii prawego silnika Łosia. Tam też, wobec niemożności naprawienia maszyny i groźby dostania się do niewoli rosyjskiej, lotnicy porzucili samolot. Pilot zdołał przedostać się do Warszawy.
Jednego Łosia udało się uratować z pomocą lotników Karasi z 24 eskadry. Wkrótce po wylądowaniu w Gwoźdźcu 24. Eskadra otrzymała rozkaz ewakuacji do Rumunii i wieczorem wszystkie jej maszyny, wśród nich także Łoś, odleciały do Czerniowiec.
W ten sposób przynajmniej 11 Łosi osiągnęło Czerniowce 17 wrzes'nia wieczorem.
Eskadra ćwiczebna
Piloci Eskadry Ćwiczebnej Bombowej, którzy poprzedniego dnia pozostawili trzy Łosie w Użyńcu, około godziny 6.00 wylecieli z Żabczyc do Horodenki na kolejnych samolotach. Brak źródeł pozwala jedynie na fragmentaryczną rekonstrukcję wydarzeń. Wiadomo, że jeden Łoś został ostrzelany z ziemi dziesięć minut po starcie z Żabczyc, a następnie, po raz kolejny, w rejonie Równego. Uszkodzony samolot wylądował przymusowo tuż za granicą polsko-rosyjską, w pobliżu wsi Bajmacz pod Jampolem (około 40 km na południowy wschód od Krzemieńca). Zgodnie z rosyjskimi danymi samolot był uzbrojony tylko w jeden kaem z zapasem 819 naboi.
Lotnicy zostali uwięzieni w obozie w Kozielsku i wiosną 1940 roku zamordowani przez Rosjan w Katyniu; st. szer. Kolodziejek został po pewnym czasie zwolniony; o losie kpr. Matusiaka brak wiadomości.
Drugi samolot Eskadry Ćwiczebnej Bombowej w czasie przelotu na południe został zestrzelony i cała załoga poległa.
Trzeci piłot, który powrócił z Użyńca, miał ewakuować z Dobrej Woli jednego Łosia. Z powodu awarii silnika lotnicy musieli jednak odłożyć odlot do następnego dnia.
Parę Łosi ewakuowany z WP1 w dniu 5 września, znalazło się w Dubnie. Ewakuowany personel bazy Małaszewicze, który osiągnął Horodenkę 14 września przekroczył granicę polsko-rumuńską około godziny 13.00.
czwartek, 16 września 2010
16 Września
Tego dnia XIX Korpus Pancerny zamknął w rejonie Chełma pierścień okrążenia wokół sił polskich, łącząc się z nacierającymi od południa jednostkami niemieckiego XXII Korpusu Pancernego 14 Armii.
Dowództwo niemieckie zrealizowało tym samym plan okrążenia sił polskich znajdujących się pomiędzy Wisłą i Bugiem podwójnym frontem okrążenia, jednocześnie jednostki niemieckie znajdujące się pod Lwowem miały uniemożliwić wycofywanie się sił polskich, którym udało by się przebić poza front okrążenia z zadaniem zorganizowania planowanej obrony (tzw. przedmościa rumuńskiego) w oparciu o sojuszniczą Rumunię i dostawy broni za pośrednictwem jej terytorium. Próby przebicia się armii Kraków i Lublin nie powiodły się.
Dywizjon „Sęp”
Posiadał tego dnia około sześciu sprawnych Łosi.
Samoloty X Dywizjonu przeleciały rano z Wielicka na rozpoznane poprzedniego dnia lotnisko Gwoź-dziec Stary koło Horodecki, a rzut kołowy przesunął się z Łucka do Krzemieńca. Dyon bez benzyny, bez bomb i bez rzutu kołowego nie wykonał lotów bojowych.
Dywizjon „Jastrząb”
Zdolnych Łosi do działań pozostało tylko dziesięć.
Wczesnym rankiem sześć Łosi 16. Eskadry z dodatkowymi zbiornikami paliwa i dodatkowymi członkami załogi (załogi pięcioosobowe) wystartowało dwoma kluczami na bombardowanie broni pancernej nieprzyjaciela pod Włodawą i przelot do Buczacza.
Relacja Wacława Oyrzanowskiego:
„Obce maszyny odlatują. Resztki 210 też. Pourywane mostki. Z 211 eskadry pozostał tylko 1 Łoś. Obrabiają Kołodziej. Dorniery ciągle nad głowami. Bombardują Kowel i Holoby. [... ] Start. Cwynar się denerwuje, start diabelnie długi. W ogniu zawraca, nalatuje na stanowiska artylerii. Przykorski w powietrzu spokojny, jako obserwatora będę go cenił. Denerwuje się na pilota, ten nalatuje źle. Jestem spokojny, staram się przydać, obserwuję powietrze. Strzelec górny podporucznik nie może sobie dać rady z karabinem. Mgła, pożary.
Brody. Lądujemy w Buczaczu. Lotnisko pod psem. Maskowanie. Mechanicy się rozchodzą".
Relacja ppor. Bernasa:
„Przed południem wystartowaliśmy z lotniska Wielick, żeby już do niego nie powrócić. Zabraliśmy bomby. Od Brześcia idzie na Kowel duża kolumna pancerna, co stwierdziło nasze wczorajsze rozpoznanie na PWS'ach. Lecimy przy pięknej pogodzie. W Brześciu ostrzeliwuje nas własna artyleria małokalibrowa. W Małaszewiczach na lotnisku widzimy dużo dziur po bombach. Przed hangarami parę maszyn i nic więcej. Lecimy na południe, w kierunku Włodawy. Dolatując do Włodawy, dostajemy się w silny ogień naszej artylerii przeciwlotniczej. Dla nas nie ma celów do bombardowania. Lecimy dalej. Kolumnę pancerną łapiemy na wejściu do lasu, na zakręcie szosy. Upatrzyłem sobie większe zgrupowanie. Rzucam i robię momentalnie skręt, obserwując efekt. Znowu nalot, znowu rzucam — tak dziewięć razy. Przez protekcję u mechaników otrzymałem dzisiaj 9 bomb, tj. więcej niż pozostali. Efekty są, jak świadczy o tym zacieranie rąk przez dolnego strzelca. O tym bombardowaniu mówiło później włoskie radio: Polacy latają nad kolumnami niemieckimi jak na poligonie. Robią przepisowe naloty, nie zważając na silny ogień nieprzyjaciela, tak jakby to wcale nie była wojna, lecz ćwiczenia.
Po bombardowaniu polecielis'my na nowe lotnisko pod Buczaczem. Jest malutkie i bardzo trudne, ale wszystkie Łosie usiadły wspaniale. Okolica podobno niespokojna, grasują uzbrojone bandy Ukraińców. Ubiegłej nocy spalili prywatny samolot turystyczny stojący na naszym lotnisku. Czekamy dalszych rozkazów. Jesteś-my tutaj zupełnie bez zaopatrzenia. Zapewne przerzucą nas w inne miejsce".
Trzy Karasie z innej eskadry poleciały na wyprawę w rejon Hrubieszowa późnym rankiem. Trzy pozostałe Łosie 17. Eskadry udały się wprost do Bucza-cza.
Łoś, który otrzymał postrzał w ramę silnika 5 września podczas swego drugiego lotu operacyjnego i nie wykonał odtąd żadnych zadań, uległ rozbiciu, lądując na małym i bardzo nieodpowiednim lotnisku pod Buczaczem.. Rzut kołowy XV Dywizjonu, dysponujący tylko 17 sprawnymi samochodami, wyruszył również do Buczacza. Około 300 żołnierzy dyonu, których nie zdołano zabrać transportem otrzymało rozkaz maszerowania pieszo. Cwynar wysłał po nich pierwszych sześć rozładowanych w Buczaczu ciężarówek i zamierzał wystać następne, ale dalsze wypadki na to nie pozwoliły — zarówno samochody, jak i maszerujący zostali powstrzymani przez Armię Czerwoną...
O godzinie 6.00 do Dobrej Woli pod Pińskiem przybyli z Żabczyc trzej piloci Eskadry Ćwiczebnej Bombowej, którzy mieli odprowadzić samoloty 222. (221.?) Eskadry do XV Dywizjonu: ppor. ppor. Leszek Kamiński, Michał Sobański i Lucjan Brzostowski. Po zameldowaniu się u dowódcy grupy ppor. obs. Kolanowskiego oraz omówieniu taktyki lotu nastąpił start. W trudnych warunkach, przy silnej mgle, Łosie doleciały do Łucka, a stąd do Użyńca i wylądowały na lotnisku zajmowanym przez 24. Eskadrę Karasi. Na miejscu lotnicy dowiedzieli się, że mają się udać na południe od Horodenki, gdzie znajduje się X Dyon i zameldować się u ppłk. Werakso. Z powodu braku paliwa Kolanowski zadecydował, że Łosie chwilowo pozostaną w Użyńcu, a piloci odlecą innym samolotem (Fok-kerem?) do Żabczyc po następne trzy bombowce. O godzinie 7.30, przed opuszczeniem Użyńca, otrzymali oni od ppor. Kolanowskiego polecenie, aby przy następnym locie transportowym polecieli wprost do Horodenki. Wkrótce potem na lotnisko w Użyńcu dotarł kpt. inż. Wiórkiewicz z ITL z ekipą specjalistów z PZL. Usunęli oni w Łosiach usterki, maszyny uzbroili, a ładowniki załadowali amunicją przeciwpancerną i zapalającą. Sam Kolanowski wyjechał samochodem do Dub-na w celu zdobycia paliwa do swych maszyn. Łosie oddal pod tymczasową opiekę 24. Eskadrze.
Dowództwo Brygady Bombowej opuściło Białą około godziny 5.00 i przez Trembowlę - Czortków przybyło pod wieczór do Zaleszczyk.
wtorek, 14 września 2010
15 Września
Niemcy wprowadzili nad Bzurą nowe lekkie dywizje zmotoryzowane i wzmocniły lotnictwo bombowe. Lotnictwo polskie w tym rejonie praktycznie nie istniało i nie było już szans na wsparcie z powietrza dla naszych wojsk.
Twierdza Brześć została otoczona.
Wróg powoli odcinał nas od południa, uniemożliwiając polskim jednostkom ucieczkę do Rumunii.
Nadal walczyliśmy nad Bzurą, w Warszawie i na Helu.
Nadal walczyliśmy w powietrzu.
Dywizjon „Sęp”
Siedem sprawnych i zdolnych do walki Łosi na stanie. Przyprowadzono jednego nieuzbrojonego Łosia z Pińska jako uzupełnienie. X Dywizjon żadnych działań bojowych tego dnia nie wykonał. Na wniosek ppłk. Werakso do dywizjonu został przydzielony pluton łącznikowy, złożony z trzech samolotów RWD-8.
Tego dnia nie wykonano lotów.
Dywizjon „Jastrząb”
Tego dnia miał jedenaście sprawnych maszyn.
Dwa Łosie wystartowały rankiem na atakowanie Niemców na trasie (Zamość- Lwów). Po drodze, lecąc wzdłuż toru kolejowego Łosie zostały ostrzelane silnym ogniem
PLA, niestety polskich oddziałów. Ostrzał był celny, jeden z łosi zaczął się palić. Maszyny nie udało się uratować, rozbiła się nieopodal, tylko jeden członek załogi się uratował.
PLA, niestety polskich oddziałów. Ostrzał był celny, jeden z łosi zaczął się palić. Maszyny nie udało się uratować, rozbiła się nieopodal, tylko jeden członek załogi się uratował.
Drugi Łoś wykonał rozpoznanie, namierzając długą kolumnę Niemców na szosie.
Rankiem trzy samolotowy klucz Łosi poleciał z zadaniem zbombardowania niemieckiej broni pancernej pod Radomiem. Z powodu problemów ze znalezieniem celu (mgła) klucz dokonał bombardowania kolumny niemieckiej w rejonie (Włodzimierz Wołyński – Sokal). Atak się powiódł. Samoloty wróciły do bazy bez strat.
Popołudniem tego dnia nad lotniskiem przeleciała niemiecka brygada bombowa, ale na szczęście najprawdopodobniej nie miała już bomb ani amunicji. Nie spadł ani jeden ładunek, ale oczywistym było, że niedługo tu wrócą. Łosie były co prawda znakomicie ukryte, ale Niemcy na pewno zauważyli lądujący P7.
Padła decyzja o przesunięciu dywizjonów na nowe lotnisko, Buchacze. Nad łosiami pojawiły się szwabskie samoloty rozpoznawcze i węszyły celów.
Cwynar wyjechał do Młynowa na poszukiwanie dowództwa brygady, lecz go tam nie odnalazł. Tymczasem dowództwo osiągnęło późnym wieczorem rejon Tarnopola i zatrzymało się na noc w miejscowości Biała. Po powrocie do Wielicka Cwynar kazał w ciągu nocy załadować bombami wszystkie zdatne do użytku Łosie i przygotować je na rano do akcji i zmiany lotniska.
Wieczorem w Dobrej Woli pod Pińskiem otrzymano rozkaz przygotowania trzech Łosi, należących najprawdopodobniej formalnie do 221. Eskadry i przelotu do Młynowa lub Użyńca (w zależności od możliwości lądowania) w celu przekazania maszyn do XV Dywizjonu. Pilotów miała dostarczyć Eskadra Ćwiczebna Bombowa. W każdym z samolotów, które zostały uzbrojone w jeden karabin maszynowy, miał się też znaleźć jeden mechanik i jeden szeregowiec z obsługi.
poniedziałek, 13 września 2010
14 Września
Dywizjon „Sęp”
Tego dnia dywizjon X posiadał siedem łosi zdolnych do walki.
X Dywizjon miał się tymczasowo przesunąć na lotnisko Wielick, rozpoznając i bombardując po drodze broń pancerną nieprzyjaciela na obszarze Sokal - Zamość - Hrubieszów. Ze względu na poranną mgłę dyon zadania nie wykonał, lecz około godziny 10.00 rozpoczął start pojedynczymi samolotami wprost do Wielicka.
Udało się odnaleźć benzynę, która był przeznaczona dla mających tam lądować samolotów alianckich.
Jak tylko pogoda się poprawiła, pojedynczy Łoś ruszył na rozpoznanie okolic Brześcia nad Bugiem. Awaria silnika i mgła utrudniły wykrycie celu, ale udało się.
Chwile później na wykrytego wroga poleciał klucz Łosi w celu zbombardowania go. Rzeczywiście, nad celem spotkano bardzo gęstą mgłę, ale to akurat pomogło naszym lotnikom. Niemcy źle ocenili prędkość Łosi i ostrzelali maszyny ze złą poprawką, pociski poleciały daleko za naszymi samolotami. Zaraz potem Łosie znalazły się nad celem: z góry wykryto metalowe pudelka, to były szwabskie czołgi! Zaraz potem poleciały pierwsze bomby. Zaraz potem ponowiono nalot atakami koszącymi. Do gry dołączyły „szczeniaki”, ze swoją szybkostrzelnością 1200 strzałów na minutę pustoszyły szyki Niemców.
Nie skończył się jeden atak, a zaraz Łosie poprawiły następnym atakiem, na który specjalnie zostawiły jeszcze po kilka bomb. Tym razem skrzydła prawie muskały czubki drzew!
Niemcy rozjuszeni atakiem prowadzili morderczy ostrzał, który uniemożliwił dalsze sensowne atakowanie i Łosie musiały opuścić ten cel.
Niestety jeden z Łosi ostrzelany zbyt dotkliwie by kontynuować walkę musiał zawrócić do bazy. Silniki pracowały coraz mniej stabilnie, w końcu się okazało, że nie obejdzie się bez przymusowego lądowania. Maszyna wylądowała we wsi Mukoszyn, daleko od Wielicka!
Lotnicy wymontowawszy „Szczeniaka” z kabiny, dla obrony, byli zmuszeni zostać tak do następnego dnia.
Dywizjon "Jastrząb"
Rozpoznanie XV Dywizjonu, przeprowadzone o świcie w rejonie Brześć - Biała Podlaska - Lublin, nie przyniosło wyniku. Załoga por. obs. Hieronima Kulbac-kiego (pilot kpr. Stefan Tomicki) z 17. Eskadry na Łosiu 72.210 startującym bez ładunku bombowego nie uzyskała zadowalającej widoczności ziemi pomimo zejś
na małą wysokość i po godzinie i 20 minutach powróciła na lotnisko z nieregularnie pracującym silnikiem.
Nie zważając na mgłę i brak rozpoznania, Cwynar zdecydował się poprowadzić wyprawę bombową w postaci trzysamolotowego klucza 16. Eskadry. Załogi: kpt. obs. Władysław Dukszto, pilot kpt. Stanisław Cwynar; ppor. obs. Kazimierz Bernas, pilot plut. Stanisław Kło-sowski na Łosiu 72.193; por. obs. Piotr Kowalski, pilot ppor. Wiktor Wojcieszek, strzelcy kpr. kpr. Roman Rosołowski i Marian Grzelak na Łosiu 72.183 „F", wystartowały około godziny 9.00 na bombardowanie broni pancernej na obszarze Lublin - Kraśnik, zabierając po osiem bomb po 110 kg każda. Lecąc na wysokości zaledwie 100 m, klucz po przekroczeniu linii Bugu stracił widoczność ziemi i nie był w stanie wykryć wroga. Samoloty zawróciły więc w kierunku Zamościa i zbombardowały celnie niewielką kolumnę zmotoryzowaną, a następnie raz jeszcze próbowały bezskutecznie dotrzeć do rejonu Lublina, aby rozpoznać zgrupowania nieprzyjaciela dla ewentualnej następnej wyprawy. Załoga Kowalskiego straciła wtedy kontakt z kluczem i zabłądziła na Polesie. Po wyczerpaniu się paliwa Łoś 72.183 „F" lądował przymusowo koło wsi Mukoszyn w rejonie Kamienia Koszyrskiego. Bezowocne próby zdobycia benzyny zmusiły załogę do pozostawienia bombowca.
Relacja Romana Rosołowskiego:
„Wyznaczone na zadanie załogi zebrały się na odprawę w lesie. Mieliśmy startować pojedynczo, zebrać się w powietrzu i zbombardować npla z wysokości 2500 m, zrzucając 4 bomby 100 kilogramowe. Następny nalot miał się odbyć na wysokości 200 m celem zrzucenia dalszych 4 bomb i ostrzelania npla z broni pokładowej.
Miały startować 3 Łosie. Dowódcą klucza był kpt. Cwynar. Leciałem w prawoskrzydłowej maszynie. Dowódcą mej załogi był por. obs. Kowalski, pilotem pchor. Wojcieszek, drugim strzelcem kpr. Grzelak.
Wystartowaliśmy o godzinie 6.30 rano. Dolot do Zamościa odbywał się ponad chmurami. Nie wiedzieliśmy jednak, jaka jest podstawa chmur, bo nie mieliśmy komunikatu meteo. Między maszynami utrzymywaliśmy łączność radiotelefoniczną. Wszyscy postaraliśmy się o słuchawki od kolegów, którzy nie lecieli
Dolatując do Zamościa, dostrzegłem wybuchy pocisków artylerii przeciwlotniczej, które rozrywały się nad chmurami, jednak bardzo daleko od nas. Wiedzieliśmy, że to Niemcy zaczynają nas ostrzeliwać. Chmury zaczęły się rozrywać. Szosy jednak nie znaleźliśmy. Zaczęliśmy krążyć w celu jej odszukania. Po kilkunastu minutach szosa została odnaleziona. Dopiero teraz dostrzegłem na niej masę czołgów.
Kapitan Cwynar wydawał już rozkazy: — piloci, kurs bojowy. Obserwatorzy przygotować się do zrzucenia bomb. Strzelcy do k.m. — ładować do ognia ciągłego. Mój pilot wskazał mi porozumiewawczo niebo, abym uważał na myśliwców. Grzelak był już na dolnym stanowisku. Bomby poszły. Bezpośrednio po tym został wydany następny rozkaz: — zejść na 200 m, zrzucić pozostałe bomby i ostrzelać.
Łosie natychmiast przeszły w nurkowanie i na bardzo dużej szybkości przebiliśmy chmury, dość daleko od celu. Piloci weszli znowu na kurs bojowy. Nie wiem, dlaczego szliśmy lotem koszącym. Nasze zapalniki wymagały właściwie 400 m, gdyż przy niższej wysokości istniało prawdopodobieństwo rażenia maszyny własnymi odłamkami.
Kiedy wyskoczyliśmy zza lasu na szosę, otrzymaliśmy od razu niesłychanie silny ogień z artylerii przeciwlotniczej i z pojazdów pancernych, którymi była zapchana szosa. Wśród Niemców popłoch, my także byliśmy silnie podnieceni. Prawdopodobnie wskutek silnego ognia z ziemi, a także ze względu na małą wysokość lotu ani jeden z trzech obserwatorów nie wyrzucił bomb. Tylko strzelcy prowadzili gorączkowy ogień. W międzyczasie zamieniłem się z Grzelakiem na stanowiska ogniowe, gdyż wolałem strzelać z dolnego. Widziałem stąd bardzo wyraźnie czołgi z krzyżami, a przede wszystkim smugi pocisków z ziemi. Szosa była wilgotna po deszczu.
Kapitan Cwynar i lewoskrzydłowa maszyna oderwały się od npla i zniknęły w chmurach. Tymczasem mój pilot, nie otrzymawszy żadnych rozkazów, w dalszym ciągu trzymał się szosy. W pewnej chwili przelatując nad dziedzińcem szkolnym, dostrzegliśmy kilkanaście stojących na nim samochodów niemieckich. Wojcieszek dał znak ręką obserwatorowi. Ten jednak bomb nie wyrzucił. Równocześnie Grzelak kopie mnie nogą
i krzyczy, ze mamy przestrzelony lewy statecznik kierunkowy. Podczołgałem się więc do pilota, aby mu to zakomunikować. Podchorąży wiedział jednak, że jesteśmy trafieni, gdyż Łoś szedł już trawersem i nie pozwolił się z niego wyprowadzić.
Trzeba było oderwać się od szosy. Wyszliśmy nad chmury i rozglądamy się za pozostałymi Łosiami. Nikogo jednak nie widać. Postanawiamy wrócić do bazy. Obserwator kreśli dużymi literami kurs powrotny i pokazuje go pilotowi. Jednak po pewnym czasie zmienia go. Okazuje się, że stracił orientację. W tej sytuacji podchorąży, widząc tor kolejowy, chce zmienić kurs. Jednak obserwator nie zgadza się. Zgubiliśmy się zupełnie. Po długim czasie stwierdzamy, że jesteśmy w rejonie Prypeci. Zaczyna nam brakować paliwa. Wskutek nalegań pilota obserwator decyduje się na lądowanie, w celu dowiedzenia się, gdzie jesteśmy. Lecimy już tylko na zbiorniku opadowym. Zrzuciliśmy nad jakimiś mokradłami bomby i ścinając czubki sosen, siedliś-my bez żadnych uszkodzeń. W czasie lądowania stałem z Grzelakiem z tyłu, trzymając się kurczowo jakichś uchwytów. Pierwsze uderzenie kołami o ziemię spowodowało ich oberwanie się.
Biegną do nas chłopi w łapciach i samodziałowych koszulach. Uzbrojeni są w kije. Dowiadujemy się od nich, że znajdujemy się w pobliżu wsi Mukoszyn pow
Kamień Koszyrski. Ludzie ci pierwszy raz w życiu widzieli z bliska polski samolot. Podchorąży Wojcieszek znał ukraiński, więc szybko porozumieliśmy się. Naszego Łosia przeciągnęliśmy wołami na bardziej nadające się do wzlotu pastwisko.
Zamierzaliśmy porozumieć się z bazą drogą radiową, ale w czasie lądowania zerwane zostały anteny. Nie oddalaliśmy się od maszyny, gdyż obawialiśmy się miejscowej ludności. Maszerujące przez wieś polskie oddziały obiecały dostarczyć nam benzynę, która podobno znajdowała się gdzieś w pobliżu, w lasach. Nadchodziła powoli noc.
Zdemontowaliśmy 'Szczeniaki' dla ewentualnej obrony własnej, pościeliliśmy sobie w stogu siana i zabraliśmy się do gryzienia pestek z dyni, gdyż baliśmy się spożywać cokolwiek innego, co mogliśmy zakupić. Mieliśmy wprawdzie po jednej puszce konserw mięsnych schowanych w maskach gazowych, jednak postanowiliśmy je zostawić na później.
Całą noc czuwaliśmy. Rano przyszła do nas rodzina polskich osadników i ostrzegła nas przed miejscową ludnością. Do rodziny tej chodziliśmy kolejno jeść. Obserwator Kowalski, mimo naszych perswazji, udał się do wsi, aby wysłać telefonogram do Wielicka. Niestety, więcej już nie powrócił. Nie wiem, co się z nim stało. Wzmocniliśmy naszą czujność29
W oczekiwaniu na obiecaną benzynę rozpłataliśmy skrzydło, aby można było z góry napełnić zbiorniki. Niestety, około południa otrzymaliśmy wiadomość, że benzyna jest, ale samochodowa. Oficerowie, którzy nam ją przekazali pocieszyli nas jednak, że we wsi Wielka Hłusza, 20 km na północny zachód, znajdują się zapasy benzyny. Kapral Grzelak postanowił udać się na poszukiwanie por. Kowalskiego. Nie wrócił także. Przypuszczaliśmy, że został zamordowany-"1.
Noc z 16 na 17 września spędziliśmy już tylko we dwójkę z podchorążym Wojcieszkiem. 17 rano pilot zdecydował się na start do Wielkiej Hłuszy. Benzyny powinno wystarczyć na kilka minut lotu. Ze względu na ryzyko Wojcieszek zaproponował, że poleci sam. Nie zgodziłem się i wystartowaliśmy razem, w kierunku pokazanym nam przez tubylca. Po 3-4 minutach lotu zauważyliśmy wioskę pełną żołnierzy. Nasze pojawienie się powitali podrzucaniem czapek i machaniem dłońmi. Wylądowaliśmy za wsią.
Benzyna okazała się znów samochodową. Wojcieszek przyniósł ponadto wiadomości o burzliwych nastrojach tutejszych nacjonalistów ukraińskich. Żołnierze nakarmili nas zupą i pod wieczór wycofali się. Znowu ostrzegli nas osadnicy. Pilot skontaktował się jakoś z komisariatem policji. Ewakuował się właśnie i oczywiście nie mógł nam udzielić żadnej pomocy. Policjanci radzili nam jednak, żebyśmy nie pozostawali w tym rejonie.
W tej sytuacji postanowiliśmy zniszczyć Łosia. Jednak nie mogliśmy go spalić, gdyż nie było w nim benzyny. Postrzelaliśmy więc ze 'Szczeniaków' silniki i wszystkie żywotne części, spadochrony zaś podarliśmy. Karabiny maszynowe zabraliśmy ze sobą"31.
Po południu 14 września 17. Eskadra dozbroiła z wielkim trudem dwa z trzech otrzymanych 12 września z XX Dywizjonu Łosi. Ponadto jednego Łosia otrzymała 16. Eskadra. Ppor. Szymański:
„Ściągamy z Brześcia cztery nowe maszyny. Wcale nie wyposażone. Uzbrajamy, kombinujemy. Wyciągam z Żubra busolę, drutem przykręcam w maszynie. Ustawiam kociołek 'na oko'. Kompensacja, śmiechu warta
Dowództwo brygady wyruszyło z Włodzimierza około godziny 3.00 przez Łuck i Młynów do Kołomyji, wydając przed tym rozkaz przesunięcia Łosi w rejon Buczacza, ewentualnie do Czerniowiec. Rozkaz do dy-onów dotarł rano. W Kołomyji Naczelne Dowództwo Lotnictwa zamierzało wydać rozkaz ponownej reorganizacji lotnictwa, a jednostki Łosi miały otrzymać dalsze rozkazy operacyjne od Dowództwa Brygady w Mły-nowie. W praktyce jednak łączność dowództwa z jednostkami uległa zerwaniu i dyony Łosi operowały dalej na własną rękę.
Dyony rozkazu przejścia do Buczacza nie wykonały. Werakso pisał w swoim sprawozdaniu, że wobec nieznajomości w nakazanym rejonie żadnego terenu nadającego się na lotnisko dla Łosi i obawy, że nie będzie miał ani paliwa, ani bomb, postanowił pozostać w Wie-licku aż do wyczerpania benzyny, aby dalej kontynuować walkę. Niemniej oba dyony przystąpiły do poszukiwania odpowiedniejszych lotnisk w nakazanym obszarze, wykorzystując do tego celu własne RWD oraz inne samoloty zlatujące się od paru dni do Wielicka i powodujące niebezpieczne zagęszczenie na tamtejszym lotnisku.
Obok PWS, RWD oraz szkolnych Karasi do Wielicka przybyło również kilka P.7 z Dęblina oraz prototypy P.46 Sum i P. 1 lg Kobuz. Ten ostatni, lądując, zahaczył skrzydłem o Suma, uszkadzając mu statecznik. Mając do dyspozycji myśliwce P.7 i Kobuza, kpt. Laguna zorganizował ubezpieczenie lotniska, przydzielając wyremontowanego w Wielicku Kobuza por. Henrykowi Szczęsnemu. Po raz pierwszy od rozpoczęcia działań Łosie otrzymały wtedy obronę myśliwską swojego lotniska. Por. Szczęsny w czasie dwóch lotów bojowych zdołał zestrzelić dwa samoloty niemieckie. W czasie drugiego lotu został lekko ranny w nogę, ale po krótkiej, najprawdopodobniej jedno lub dwudniowej przerwie znów zasiadł za sterami myśliwca.
Relacja Wacława Oyrzanowskiego:
„Porucznik Szczęsny na Kobusiu strąca przed południem Dorniera. Pozazdrościł mu Laguna. Obserwu-
jemy z ziemi, minął się. Ląduje, powiada, że nie widział. Potem poleciał jakiś' kapral — nic. Za każdym razem uzupełniamy paliwo i amunicję. Po południu leci Szczęsny, znów sprząta jednego, lecz ma przestrzeloną nogę".
Relacja Kazimierza Bernasa:
„Na nasze lotnisko nalot wszelkich możliwych samolotów — Karasi, Żubrów, PWS'ów, RWD'eków, PZL. Cwynar klnie, na czym świat stoi. Obawia się, że te szwendające się bez przerwy samoloty zdradzą położenie naszego lotniska. Dotąd był względny spokój. Jedyna pociecha, że przyleciał jeden SUM i jeden KOBUZ. Zderzyły się co prawda przy kołowaniu, ale nasi mechanicy szybko je naprawili, tak że rano były gotowe. SUM jest wspaniały. Uzbrajamy go pospiesznie. KOBUZ będzie służył jako obrona lotniska. Jest to jedyna maszyna nadająca się obecnie do walki. Nawet do pościgu. Mechanicy chodzą koło niej jak przy własnym dziecku. Wieczorem [15 września — przyp. T. K.l powrócił ppor. Piotr Kowalski spod Kazimierza Koszyr-skiego, gdzie lądował przymusowo z braku paliwa. Reszta załogi pozostała przy samolocie. Rano prawdopodobnie wyśle się samochodem mechaników i benzynę, ale to niezbyt pewne, bo benzyny jest już mało. Przypuszczalnie załoga ta będzie dla nas stracona".
14 września została zakończona ewakuacja Łosi z Prużan (Kuplin). Jeden Łoś XX Dywizjonu rozbił się na lotnisku Hutniki. Wczesnym popołudniem, wkrótce po przybyciu do Hutnik Karasi VI Dywizjonu, na lotnisko to przyleciało także kilka następnych Łosi z XX Dywizjonu i Samodzielnego Dywizjonu Doświadczalnego. Podczas bombardowania lotniska Hutniki przez dziewięć samolotów Do 17Z z III/KG 76, które zaczęło się o godzinie 14.50 i unicestwiło sprzęt latający VI Dywizjonu, zniszczeniu uległo również parę (dwa?) Łosi XX Dywizjonu i dwa Łosie Samodzielnego Dywizjonu Doświadczalnego.
221. Eskadrze, posiadającej sześć Łosi na lotnisku w rejonie Pińska, rozkazano przesunąć trzy bombowce do rejonu Młynowa, na lotnisko Użyniec, przeznaczając je jako uzupełnienie dla Brygady Bombowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








